sobota, 9 kwietnia 2016

Patroszenie ryb


Co ma wspólnego fejs, patroszenie ryb, zapierające dech w piersiach krajobrazy i krwawe polowania na grindwale? Jeżeli kogoś interesuje odpowiedź na to pytanie, bo niekoniecznie musi, niech przeczyta „81:1. Opowieści z Wysp Owczych”.
Maciej Wasielewski, autor „Jutro przypłynie królowa”, ma najwidoczniej skłonności do opisu zamkniętych społeczności i trudno dostępnych miejsc. Wspólnie z Marcinem Michalskim przez pewien czas pracowali na Wyspach Owczych i zbierali materiał do, w mojej ocenie, świetnej książki, jednak jeżeli ktoś chce poznać to miejsce i ludzi, musi być cierpliwy, bo  pierwszy rozdział to bardziej statystyka, czyli trudne początki.

Autorzy mieszkali, pracowali, zwiedzali, rozmawiali z listonoszami, nauczycielami, robotnikami, artystami, farmerami, czyli szerokim spektrum społecznym, dzięki czemu powstała książka o ludziach: ich radościach, smutkach, tęsknotach, rozrywkach przeplatanych historią zdobywania przez Wyspy niepodległości, choć nadal stanowią one terytorium zależne od Danii.

Wyspy Owcze to archipelag niewielkich wysp zamieszkiwanych przez Farerów. Jak małe są to wyspy? Na przykład Koltur ma 2,5 km2 i 2 mieszkańców. W zasadzie nie ma tam drzew, są tylko ich sztuczne plantacje, jest niewiele aut, które poruszają się po drogach wydrążonych w skałach. Fizycznie Farerowie są daleko od świata, ale dzięki Internetowi nie są od niego odcięci.

Wyspy Owcze to nie tylko piękne krajobrazy i niesamowici ludzie. Niestety rdzenna ludność Wysp kultywuje także okrutne praktyki polowań na grindwale (delfiny). Potępiani przez społeczność międzynarodową, nadal w nich uczestniczą, a morze przybiera wówczas czerwoną barwę od krwi zarzynanych zwierząt (można zobaczyć w sieci, ale ostrzegam, że materiał jest drastyczny) i jest w tym wszystkim coś, co sprowadza człowieka do stanu pierwotnego, choć wówczas miało to swoje uzasadnienie, dziś… No, właśnie…

Na pewno będzie chciało się zobaczyć to miejsce, nawet jeżeli klimat jest mało łaskawy, bo nie zapominajmy, że jest to jednak północ, gdzie wiatry i słoty są codziennością, a książkę Michalskiego i Wasielewskiego warto przeczytać chociażby dla stylu, który z reportażu przechodzi w baśni czy scenariusz serialu. W tekście można bliżej poznać rzeźbiarza Olega, o którego pracach autorzy piszą jakby posiadały magiczne właściwości; o Agnieszce i jej rodzinie piszą w stylu scenopisu telenoweli, natomiast jak baśń można przeczytać fragment o patroszeniu ryb. Ta monotonna czynność, pokazana jest w taki sposób, że nie tylko chce się o tym czytać, ale można uwierzyć, że jest to przyjemne...



M. Michalski, M. Wasielewski, 81:1. Opowieści z Wysp Owczych. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2011.







Spodobał Ci się wpis? Udostępnij!

4 komentarze:

  1. Już kiedyś kiedyś miałam ją w rękach i coś mi udaremniło czytanie. Dobrze sobie o niej przypomnieć na zaś, dziękuję! Kiedyś częściej ciągnęło mnie (choćby literacko) w tamte północne strony. Za to "Jutro przypłynie królowa" czytałam - dobra książka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Jutro przypłynie..." nie tylko dobra, ale też wstrząsająca. Cieszę się, że przypominajka może się przydać :)

      Usuń