poniedziałek, 17 listopada 2014

"Obywatel", czyli kto?

Źródło zdjęcia
Cenię profesjonalizm obu panów Stuhrów, dlatego na „Obywatela”  w reżyserii Jerzego Stuhra wybrałam się do kina z nadzieją na dobrze spędzony czas. Niestety od połowy seansu czekałam tylko na to, by w końcu dobrnęli do końca.
Reżyser, a jednocześnie scenarzysta, sięgnął do historii Polski, którą sam przeżył, zaczyna w latach 50-tych, a kończy na współczesności. Jego bohater, Jan Bratek, to przeciętniak, który uczestniczy w ważnych dla kraju wydarzeniach i ma się wrażenie, że historia uwzięła się na niego, każda jego decyzja prowadzi do niespodziewanego zwrotu, ale takiego, którego nie planował, nie przewidział i nie chciał. Zastanawiać się można czy cały świat jest przeciwko niemu czy też jest to pechowiec, którego zarówno wzloty jak i upadki są przypadkowe. Rzuca się na wszystko, co los mu podsunie i przegrywa. Może być sympatyczny? Może, przecież to taka trochę oferma, irytuje, ale też bawi. Prawdopodobnie miał powstać everyman, wyszedł oportunista, który bratał się z lewicą, prawicą, „Solidarnością”, czyli wszystkimi. Czy Bratek ma zalety? Oczywiście, że ma, największą jest chyba zdziwienie: zachowaniem rodaków wyborem Wojtyły na papieża czy gdy został bohaterem Radia Wolna Europa.
Spotkałam się z opiniami, że „Obywatel” może oburzyć niektóre środowiska, np. katolickie. Ale czy może oburzać schematyczne podejście do tematu? Jak katolik to antysemita, który nie rozumie w co wierzy, jak duchowny to chodzi na dziwki. Film oparty jest w całości na stereotypach i to może być irytujące, ale na pewno nie zaskakujące czy oburzające.
Przewidywalność to na pewno cecha, która wybija się na pierwszy plan, wszystko podane jest wprost. Wystarczy siedzieć przed ekranem i trwać, czekając na kolejne, przyznaję niektóre zabawne, sceny, choć trudno byłoby umieścić ten film w konkretnym gatunku, bo ani to dramat ani komedia, z akcentem na tę ostatnią.
Film wpada niestety z szablonu w szablon, jest przewidywalny, a przez to robi się nużący. Jakie ma zalety? Dobra obsada: Jerzy i Maciej Stuhrowie, Sonia Bohosiewicz, Wojciech Malajkat, Barbara Horawianka,  Cezary Kosiński - to zapewnia dobrą grę. Niewątpliwie humor w tym filmie jest o wiele bardziej inteligentny niż w przeciętnych polskich komedyjkach, które zalewają rynek. Tu trzeba przyznać, że Stuhr wygrywa, ale oczekiwałoby się od niego więcej, ponieważ granie kliszami nie musi być nudne. Istotną zaletą „Obywatela” jest niepokój, który może wzbudzić. Bratek zaprzecza postawie patrioty walczącego ze sztandarem o wolność, równość, itp. Maluczki, podrygujący w niemocy, chwiejny, wołający w kryzysie „Mamo, ratuj!” Polak może niepokoić. Nie, nie przecież tacy nie jesteśmy, przecież każdy Polak to Rejtan, a każda Polka – Emilia Plater. Za ten niepokój dziękuję, niektórym się przyda.




2 komentarze:

  1. Takie filmy to niestety nie mój klimat, więc nie żałuję, że go nie widziałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli nie twoje klimaty, to faktycznie nie ma co się zmuszać.

      Usuń