poniedziałek, 24 listopada 2014

Beksińscy. Portret podwójny. M. Grzebałkowska

Głównych bohaterów tej książki trudno polubić. Zdolni, ale niezwykle skoncentrowani na sobie, z pewnością przeszli do historii polskiej kultury, jednak zarówno wśród swoich znajomych, jak i wielbicieli ich talentu budzili skrajne emocje. O kim mowa? O Zdzisławie i Tomaszu Beksińskich, bohaterach książki Magdaleny Grzebałkowskiej „Beksińscy. Portret podwójny”.

Zdzisław zaczynał jako fotograf, pracował także jako inżynier, projektujący nadwozia autobusów. Nie chciał dzieci, bał się narodzin syna. W latach 70-tych zyskał uznanie jako malarz, jednak unikał kontaktu z ludźmi, uparcie odmawiał udziału w wernisażach. Tworzył dzieła, które jednych zachwycały, innych odpychały.

Tomasz był człowiekiem wrażliwym, egocentrykiem, który łatwo wpadał w złość, skupionym na sobie i infantylnym, jednocześnie od młodości jednostką bardzo twórczą. Pisał powieści, sztuki teatralne, komiksy, nagrywał płyty, prowadził radiowęzeł. Relacje z kobietami istniały raczej w sferze jego wyobraźni: on chciał mieć je takie, jak sobie wymyślił, w efekcie był bardzo samotny. Od momentu gdy Tomasz zaczął studia, w książce jest coraz więcej o nim, a Zdzisław schodzi na drugi plan. Ich historie przeplatają się i uzupełniają, jednak to charyzmatyczny prezenter PR3 zdaje się dominować nad rodziną i opowieścią.

W tle pozostaje Zofia Beksińska, żona i matka, bezgranicznie oddana, próbująca spajać tę nietuzinkową rodzinę, w której każdy żyje jakby osobno, samotnie. Jest w niej coś ciepłego i tragicznego zarazem.

W książce znalazło się sporo czarno-białych zdjęć, a także kolorowe wklejki z pracami Zdzisława, które niewątpliwie oddziałują na odbiór tekstu, próba analizy jego życia i twórczości zostaje podkreślona w obrazach.

Grzebałkowska podjęła udaną próbę opisania życia i twórczości dwóch ekscentrycznych, bardzo różnych, a jednocześnie na swój sposób podobnych artystów. Narracja płynnie przechodzi z jednej opowieści w drugą. Autorka penetruje mroczny świat Beksińskich, wydobywając z niego nie tylko lęki i geniusz, ale także rozpaczliwe próby poszukiwania bliskości z innym człowiekiem. Taką potrzebę można znaleźć zwłaszcza u Tomasza, Zdzisław miał szczęście znaleźć kobietę, przy której czuł się bezpiecznie. Chyba w tym aspekcie autorka książki wydobywa najbardziej ludzkie oblicza tych artystów i to wydaje się być największym atutem tej pozycji. Jest nią wyłuskiwanie z dwóch życiorysów tego, co świadczy nie tylko o ponadprzeciętności bohaterów, ale także o ich zwyczajnych, ludzkich potrzebach.



M. Grzebałkowska, Beksińscy. Portret podwójny. Wydawnictwo Znak. Kraków 2014.

4 komentarze:

  1. Będę musiał w końcu przeczytać tę książkę. Pamiętam, że dużo się o niej mówiło, gdy wyszła na rynek.
    A tak przy okazji... Może masz ochotę odpowiedzieć na kilka pytań? Nominowałem Cię do Liebster Blog Award :)
    http://malyerror.blogspot.hu/2014/11/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo, że to biografia, bardzo dobrze się czyta. Polecam. Chętnie odpowiem :)

      Usuń
  2. Moja ciocia właśnie skończyła czytać tę książkę i bardzo mi polecała, póki co pożyczyła już ją komuś :)

    OdpowiedzUsuń