czwartek, 20 listopada 2014

5-10-15


Jako mól książkowy, który realizuje się sportowo, jeżdżąc na rowerze (przyznaję, że sporo) i pływając, nie wyobrażałam sobie, że mogę zacząć biegać. Tak było do niedawna, ale przemogłam w sobie lenia i w styczniu 2014 r. po raz pierwszy wyszłam biegać. Początek był trudny. Zmęczenie i zimowa pogoda nie zachęcały, ale dzielnie walczyłam. Jest już listopad, a ja w bieganie amatorskie bawię się kilka miesięcy. Początkowo 5 km wydawało się poza moim zasięgiem, gdy je osiągnęłam, zaatakowałam dyszkę, teraz mogę przebiec 12 kilometrów bez zatrzymywania. To, co wydawało się nieosiągalne, stało się jak najbardziej realne. Moim aktualnym celem jest 15 kilometrów na wiosnę, ale być może uda się wcześniej,  to zależy czy pogoda będzie łaskawa. Wiem jedno: zimą nie odpuszczę, bo szkoda mi tego wysiłku i czasu, który poświęciłam, by znaleźć się w miejscu, w którym jestem. Przede wszystkim jednak daje mi to tak niesłychaną satysfakcję, że nie potrafię już z tego mojego biegania zrezygnować. Może jakieś zawody wiosną?
A tak wyglądały moje ścieżki biegowe 11 listopada :)






4 komentarze:

  1. Gratuluję i podziwiam. Ja biegania nigdy nie lubilam, ale za to bardzo duzo maszeruję (bo nie jest chód ani spacer, haha)- tez jakies 10 km dziennie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się wkręciłam, najgorzej jest wyjść i biec, gdy jest już ciemno ;)

      Usuń
  2. Dzięki, wierz mi, jest świetnie. Zachęcam, na początku nie trzeba wiele :)

    OdpowiedzUsuń