środa, 9 kwietnia 2014

Nie ma ekspresów przy żółtych drogach. A. Stasiuk


Źródło okładki

Spowolnienie i spokój, czas, który płynie jakby inaczej, niezobowiązująco – to można znaleźć w książce Andrzeja Stasiuka „Nie ma ekspresów przy żółtych drogach”.

Jest jeszcze przestrzeń pustyni Gobi, którą można odczytać dosłownie, jednak ważniejszą rolę pełni w tekście przestrzeń metaforyczna, mentalna, która daje poczucie wolności i niezależności. Dominuje natura i bezkres Rosji oraz Azji, jest jednak miejsce także na Albanię i Rumunię, zwłaszcza w kontekście postaci i twórczości Herty Muller.

„Od ostatniego razu kopuła nieco oblazła ze złota. (…) a świętość przy drodze jakby się skupia i gęstnieje, bo zjawiają się i kaplice, i drogowskazy, i znaki, że już blisko” (s. 45) – to już polska prowincja i religijność. Gdzie? To można odszukać w tekście.

Po raz kolejny ważnym wątkiem w książce Stasiuka są rozważania o życiu i śmierci (o zamieszaniu wokół tragedii i ofiar w Smoleńsku, choć nie pada ani razu to słowo), ale także o mistycznej prowincji Polski wschodniej, gór Łemków, nostalgii zanikających zwyczajów, zmurszałych domów i pamięci ciszy. 

Pojawia się także krótki szkic o Nikiforze i Andym Warholu, podobnych a jednocześnie tak innych, tak odmiennych losach artystów.

Przed kilku miesiącami w Internecie przetoczyła się fala zachwytów nad książką Stasiuka. Jestem od niej daleka, jednak przy tych tekstach faktycznie można się wyciszyć i pozwolić, by ich spokojny rytm uniósł czytelnika.

A.Stasiuk, Nie ma ekspresów przy żółtych drogach. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2013.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz