czwartek, 24 października 2013

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety. S. Aleksijewicz

Swietłana Aleksijewicz pisze na trudne w historii Rosji tematy: katastrofie w Czarnobylu, kobietach i dzieciach podczas drugiej wojny światowej, życiu po upadku komunizmu. W 2011 roku jej książka „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” została uhonorowana Nagrodą im. Ryszarda Kapuścińskiego oraz Literacką Nagrodą Europy Środkowej Angelus. W książce tej dominują uczucia i emocje. Autorka oddaje głos kobietom, byłym uczestniczkom walk podczas drugiej wojny światowej. Gdy dziennikarka rozmawia z nimi, są już dojrzałymi kobietami, w których wojna nadal tkwi, każdego dnia o sobie przypomina. Jaka jest wojna dla kobiet? Aleksijewicz pisze: „Kiedy mówią kobiety, nie ma albo prawie nie ma tego, o czym zwykle czytamy i słuchamy: jak jedni ludzie po bohatersku zabijali innych i zwyciężyli. Albo przegrali. Jaki mieli sprzęt, jakich generałów. Kobiety opowiadają inaczej i o czym innym. «Kobieca» wojna ma swoje własne barwy, zapachy, własne oświetlenie i przestrzeń uczuć. Własne słowa. Nie ma tam bohaterów i niesamowitych wyczynów, są po prostu ludzie, zajęci swoimi ludzkimi-nieludzkimi sprawami. I cierpią tam nie tylko ludzie, ale także ziemia, ptaki, drzewa. Wszyscy, którzy żyją razem z nami na tym świecie. Cierpią bez słów, a to jest jeszcze straszniejsze…” (s. 9-10). Ten akapit może być kwintesencją książki.
Często mężczyźni dziwią się, że dziennikarka chce rozmawiać z ich żonami, a nie z nimi, instruują je, co i jak mają mówić, kpią z kobiecych wspomnień, czyli z babskiego gadania. Opowieściom towarzyszy często płacz, na pierwszy plan wybija się wrażliwość na cierpienie żołnierzy i cywilów, one nie opowiadają dużo o bohaterskich czynach, zwracają uwagę na szczegóły, które nie znajdują miejsca w tekstach historycznych, na przykład wspominają, że przy poborze obcinano im piękne warkocze. W tych historiach jest miejsce na błoto, brud, krew, zmęczenie i strach, ale także na okazanie szacunku zmarłym, np. zbierały spalone kości i biały popiół z nich, by pochować je w zbiorowych mogiłkach. Ich postawę wobec wojny doskonale obrazują pełne goryczy słowa: „… mówi się, że piechota to proletariat wojny. Pełzaliśmy na brzuchu… Proszę już mnie nie pytać. Nie lubię książek o wojnie. O bohaterach… Szliśmy chorzy, kaszlący, niewyspani, brudni, źle ubrani. Często głodni… Ale zwyciężyliśmy!” (s. 78). Płaczą nad tymi, których rozstrzelano, bo zawahali się w walce, a rozkaz Stalina brzmiał: walczyć do końca, nie ma jeńców, są zdrajcy. Kobiety mają żal, że bohaterowie zostali zdradzeni, ponieważ byli jeńcy, po wojnie byli torturowani i prześladowani, skazywani na śmierć. Wiele lat po wojnie mówiły: „Chciałabym… Już mogę zapytać… Gdzie jest moje życie? Nasze życie? Ale nic nie mówię, mąż też milczy. Nawet teraz się boimy. Żyjemy w strachu… Tak też umrzemy – w strachu. Z goryczą i wstydem…” (s. 321).
Obawiały się, że po wojnie żaden mężczyzna nie będzie chciał założyć z nimi rodziny, że nie odnajdą się w innej rzeczywistości, niestety obawy te często potwierdzały się, ponieważ kobiety wracające z wojny traktowane były jak okopowe prostytutki, ich wojenna trauma trwała nadal. Jak zauważa autorka zarówno one, jak i  inni weterani byli ludźmi przedwcześnie postarzałymi, nierzadko złamanymi.
Aleksijewicz pisze o różnych wojnach: kucharek, praczek, snajperek, czołgistek, dowódców, a każda perspektywa jest inna. Jest to jakby historia pisana na nowo, która łamie stereotypy w postrzeganiu roli kobiety, bo walczące na frontach drugiej wojny światowej dziewczyny to głównie ochotniczki, bohaterki poświęcające życie dla ojczyzny, a jednocześnie córki, przyjaciółki, żony, matki. Wspominają zapach krwi i palonego mięsa, walkę wręcz i chrzęst łamanych kości, ale także kolor oczu żołnierza, przyrodę, uczucia. Aleksijewicz podchodzi do rozmówczyń indywidualnie, z pewną wrażliwością, która pozwala zrozumieć ich emocje. Kobieta pisze o kobietach i robi to z delikatnością, dlatego ich skomplikowane, trudne życie zyskuje nowy wymiar, swoim tekstem dowartościowuje je, przywraca nie tylko pamięć o ich historiach, ale także pozwala wypowiedzieć, czasami nawet „wypłakać” traumę.

S. Aleksijewicz, Wojna nie ma w sobie nic z kobiety. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2010.

4 komentarze:

  1. Jedna z bardziej przejmujących książek jakie czytałem. Chwilami nie wiadomo co robić - odkłada się ją na bok by zaraz znowu po nią sięgnąć. Książka poświęcona dzieciom jest niezła ale jednak już nie taka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację, przejmujące historie i sposób ich ujęcia. Autorka została wpisana przeze mnie na listę autorów obowiązkowych, dzieci i Czarnobyl czekają na lekturę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Od tak dawna chcę przeczytać tę książkę, właściwie już od wtedy, gdy pojawiła się w zapowiedziach, i jak dotąd nie zrobiłam tego. Aż wstyd, bo myślę, że książki mówiące o ważnych tematach tak, jak widzą je kobiety, my czytelniczki powinnyśmy jednak traktować priorytetowo.
    Dziękuję za przypomnienie o niej, po Twojej recenzji postanowiłam, że następną książką, po którą sięgnę, gdy tylko skończę tę aktualnie czytaną, będzie właśnie "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sięgnęłam po tę książkę właśnie dlatego, że dotyczy perspektywy kobiet, przez co nie jest kolejnym pisaniem o wojnie w podobny sposób. Świetnie, że mój tekst przypomina i zachęca do lektury.

      Usuń