sobota, 5 stycznia 2013

Bogolanfini


Źródło: Helion
Sahel to nazwa, jaką stosuje się na określenie obszaru wzdłuż południowych obrzeży Sahary. To miejsce niezwykle trudne do mieszkania, jego mieszkańcy każdego dnia znajdują się na granicy życia i śmierci. Czytając Szkatułkę pełną Sahelu Mirosława Kowalskiego można sądzić, że są to bardzo silni ludzie, ale gdy zastanowić się przez chwilę, trzeba dojść do wniosku, że jednocześnie są bardzo niepewni przyszłości, narażeni na niebezpieczeństwa, jeden nieostrożny krok może doprowadzić do ich śmierci.
Kowalski, lekarz i podróżnik, gdy tylko może, wsiada w zatłoczony, nagrzany afrykańskim słońcem autobus i poznaje fascynujący świat plemion Dogonów, Tuaregów czy Bambara. W jego książce jest hałas, tłok i upał, ale także duma z tradycji, kultury, religii, zaradność przewodników i cwaniactwo przewoźników.
Autor przytacza obszerne rozmowy z mieszkańcami Afryki i to właśnie na tych relacjach w dużej części oparta jest książka. Czytelnik wyczuwa tematy tabu, które są przez przewodników omijane, np. obrzezanie kobiet, jest tu także dużo religijności, przemieszania tradycyjnych wierzeń i islamu.
Kowalski zwiedza miasta i wioski, poznaje tradycję naturalnie barwionego materiału bogolanfini, wyrobu glinianych naczyń, zwiedza starożytne wykopaliska, ale z jego książki wyłania się jednak smutny obraz. Przy wielokulturowości, pięknie tradycji i krajobrazów, widać nędzę i próbę przetrwania z choćby niewielkiego zysku czerpanego od białego turysty. Zwiedzający płaci niemal za wszystko, sugerowane są mu drobne opłaty za spojrzenie na afrykański świat, wymuszane łapówki dla urzędników, dodatkowe opłaty za przejazdy. Pieniądze białego pozwolą przeżyć kilka kolejnych dni w morderczym słońcu, przy deficycie wody, przewodnicy prowadzą go zatem w miejsca, gdzie zobaczy tradycyjne wyroby, z których sprzedaży żyją całe rodziny i wioski. Afryka jest w Szkatułce… pełna sprzeczności: fascynująca i piękna, ale także głodna, nękana chorobami i niebezpieczna.
W książce znaleźć można wiele interesujących informacji o zwiedzanych przez autora terenach, jednak brakuje tu źródeł, do których czytelnik zainteresowany pogłębieniem wiedzy czy weryfikacją informacji mógłby sięgnąć. Są tu rozmowy z przewodnikami, mieszkańcami zwiedzanych miejscowości i liczne fotografie, autor książki tka swój tekst, barwi go zwyczajem i historią, jednak nie robi przypisów, odwołuje się do książek podróżników, którzy przed dziesięcioleciami zwiedzali ten teren, ale nie ma tu żadnej bibliografii, punktu zaczepienia.

M. Kowalski, Szkatułka pełna Sahelu. Subsaharyjska ballada. Helion 2012.
Tekst ukazał się także w serwisie Lektury Reportera

3 komentarze:

  1. Niedawno czytałam tę historię z moim chłopakiem, który był w Czarnej Afryce (Tanzania). Oboje zgodnie uznaliśmy, że Szkatułka jest fantastyczna. Brak przypisów zupełnie nie przeszkadza. Przecież nie jest to opracowanie naukowe a historia podróży, reportaż. To właśnie Szkatułka ma być punktem zaczepienia do dalszych poszukiwań, jeśli czytelnik ich potrzebuje. Pozdrawiam. Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, "Szkatułkę" bardzo dobrze się czyta, może być punktem zaczepienia, ale łatwiej poruszać się po temacie, gdy autor podaje swoje źródła (pojawiają się takie w tekście, ale nie mam wtedy pewności skąd pochodzi dany fragment czy jest jedynym, z którego w danym momencie korzysta).
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Ciekawa pozycja! Muszę poszukać :)

    OdpowiedzUsuń