poniedziałek, 26 listopada 2012

Makaron w sakwach. Piotr Strzeżysz


Przez dwa lata śledziłam wyprawę Piotra Strzeżysza i innych rowerzystów sztafety „Afryka Nowaka”, którzy śladami Kazimierza Nowaka przemierzali afrykański kontynent i zazdrościłam pomysłu, pasji, kondycji i nawet trudności jakie spotykali na swojej drodze. Właśnie ukazała się najnowsza książka Piotra Strzeżysza Makaron w sakwach, czyli rowerem przez Andy i Kordyliery. Autor pisze o sobie „włóczykij” i jest to określenie bardzo trafne w stosunku do człowieka, dla którego świat nie ma granic, a podróżnikowi wystarczą rower, namiot i sakwy, które wypakowane do granic możliwości pozwalają przetrwać w najcięższych warunkach. Czasem potrzeba zatrzymać się i zregenerować siły, odpocząć pod dachem, ogrzać się, wyspać, ale dla „włóczykija” normalny jest nocleg w namiocie, zmarznięte kończyny, posiłek z podgrzewanego makaronu.
Nie traktuję tej książki jako reportażu, raczej jako relację z przejazdu. Pojawiają się ludzie, ciekawe miejsca, ale autor nie skupia się na poznaniu ich tradycji, historii, najczęściej zatrzymuje się na nocleg, ewentualnie kilka nocy na regenerację sił. Ktoś, kto liczyłby na bliższe, wnikliwe przedstawienie odwiedzanych regionów i spotykanych ludzi, zawiedzie się. Spotka raczej człowieka realizującego swoją pasję, człowieka, który każdego dnia pokonuje samego siebie, swój organizm i psychikę, cieszy się z każdego przejechanego kilometra, pokonanego wzniesienia, choć często robi to pchając rower pod górkę. Chwilami odnosi się wrażenie, że jedzie dla samego faktu jechania i chyba tak jest w rzeczywistości. Często unika szlaków, gdzie mógłby spotkać ludzi, turystów, jedzie, rozbija obóz, by rano wyruszyć przed siebie.
Momentami odnosiłam wrażenie, że autor marudzi, narzeka na sprzęt, pogodę, nieprzychylnych ludzi, ale w końcu można zrozumieć człowieka, który kolejny raz jest przeganiany ze swoim namiotem, straszony bronią czy szczuty psami. Nie jest to jednak książka malkontenta, ponieważ Strzeżysz czasami bardzo zabawnie pisze o swoich przygodach, a na szlaku spotyka także wielu przyjaznych ludzi, którzy z większym lub mniejszym zaangażowaniem pomagają mu w realizacji pasji: nakarmią, przenocują, udzielą wskazówek.
Nie jest to tekst literacki, ale relacja spisana przez podróżnika, bardziej pasująca do bloga, zachowująca swobodny zapis dziennika podróży. Książka wydana z wieloma kolorowymi zdjęciami, mapami przejazdu, niestety czytanie utrudnia mała czcionka.
Polecam wszystkim, którzy lubią relacje ludzi, pokonujących trasy bez przewodnika turystycznego, nawet wbrew niemu, którzy są w drodze, na drodze a nie w hotelu, opisują problemy i sposoby radzenia sobie z trudną trasą przy niewielkich nakładach finansowych, natomiast przy ogromnym wysiłku fizycznym. To nie jest książka turysty z zasobnym portfelem, który podziwia piękne widoki, robi zdjęcia, a wieczorem relaksuje się w hotelu. To faktycznie tekst „włóczykija”, zmęczonego, ale zadowolonego z podjętego trudu i osiągniętego celu.

P. Strzeżysz, Makaron w sakwach, czyli rowerem przez Andy i Kordyliery. Wydawnictwo Bezdroża 2012. 

Tekst ukazał się także na stronie Lektury Reportera
Tekst bierze udział w wyzwaniu "Polacy nie gęsi".

4 komentarze:

  1. O coś dla mnie! Bardzo chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka dobra dla chwili relaksu...

      Usuń
  2. Lubię takie prawdziwe historie ,a taka wyprawa to niezły wyczyn - na pewno można dowiedzieć się wielu interesujących faktów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarzało mi się jechać na rowerze w temperaturze bliskiej zera, choć nie na takich dystansach, ale trudno mi sobie wyobrazić jak on walczył z przyrodą i własnym organizmem. Naprawdę wyczyn.

      Usuń