środa, 1 sierpnia 2012

Stalin i skejci

Tomas Bata, szewc i biznesmen, którego historia przypomina amerykański sen o pucybucie, był synem ubogiego szewca. W kilka lat zbudował firmę, która zmonopolizowała rynek obuwniczy w Czechach, jednocześnie stworzył jakby państwo w państwie. Pracownicy firmy i ich rodziny żyli według praw i zasad ustanawianych przez Batę, zasad, które przywołują skojarzenia z totalitaryzmem. Historia rodziny Batów to obszerny i mocny wstęp do książki Mariusza Szczygła Gottland.
Bohaterowie tej książki stają przed koniecznością naginania się do okoliczności, dokonywania często dramatycznych wyborów i jednoczesnej próby zachowania twarzy. Zastraszony naród, świadkowie, którzy nawet dwadzieścia lat po upadku komunizmu boją się mówić prawdę, ponieważ wolność to zaledwie epizod w ich życiu. Z ich głowy, świadomości nie można wymazać strachu i upokorzenia. Należy iść naprzód, ale przeszłość niejednokrotnie ciąży i ściąga w dół. I nie dotyczy to tylko Czechów, ale wszystkich narodów, które doświadczyły komunizmu. Szczygieł pisze o Czechach, ale czytelnik ma wrażenie, że te sytuacje może odnieść także do polskiej rzeczywistości.
Gottland to zbiór reportaży momentami mrocznych, gdyż jak inaczej nazwać sytuację, w której przypadek decydował o być albo nie być bohatera. Przykładem niech będzie uwielbiana przez publiczność piosenkarka Marta Kubisova, z powodu jednej piosenki Modlitwa dla Marty, która nieoczekiwanie stała się nieoficjalnym hymnem Praskiej Wiosny, została wyrzucona poza margines, egzystowała zastraszona czy rzeźbiarz Otakar Svec, który niespodziewanie wygrał konkurs na pomnik Stalina, a „zaszczyt” ten doprowadził go do samobójstwa. Takich historii w Gottlandzie jest wiele.
Teksty łączą historię i teraźniejszość, przykładem niech będą trzy postacie: Jaroslava Moserova, Jan Palach i Zdenek Adamec. Chirurg plastyczny i dwóch młodych chłopaków, którzy samospaleniem protestują przeciwko rzeczywistości, w której przyszło im żyć, choć w zupełnie innych czasach.
Historie Gottlandzie przeplatają się, rozgałęziają, wykraczają poza granice Czechosłowacji i Czech, bohaterowie uwikłani są oni w różnorodne układy zależne od sytuacji politycznej i społecznej, jak np. wspomniana rodzina Batów czy aktorka Lida Baarova. Elementy przeszłości w zaskakujący sposób funkcjonują w teraźniejszości, np. w Pradze przy cokole, na którym stał pomnik Stalina, obecnie szaleją skejci.
Na kartach Gottlandu spotykamy nie tylko Karela Gotta, ale także Bohumila Hrabala i Franza Kafkę (reportażyście udało mu się nawet zamienić kilka słów z jego siostrzenicą), którzy co prawda stanowią tło, ale ich duch unosi się gdzieś nad tekstem. W kontekście czasów komunistycznych skojarzenie z Kolonią karną tego ostatniego wydaje się dość trafne.
Teksty Szczygła są polifoniczne. Głos zabierają w nich dziesiątki świadków, autor poznał wiele dokumentów, których połączenie tworzy obraz, co prawda nie pozbawiony uogólnień, jednak niezwykle cenny dla przybliżenia (choćby w skrócie), myślę słabo znanej w Polsce, historii XX wieku naszych południowych sąsiadów. Krótkie zdania i akapity, dużo dialogów, powoduje, że książkę czyta się z zaciekawieniem, a ciążące nad postaciami niejednokrotnie mroczne wspomnienia są łagodzone przez błyskotliwe pointy.

M. Szczygieł, Gottland. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2010.

Tekst ukazał się także na stronie Lektury Reportera

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz