piątek, 21 października 2011

Widma

Od pierwszych stron tej książki czytelnik wkracza w nieprzychylny dla ludzi obszar. Mieszkańcom tej ziemi nie sprzyjała nawet przyroda, susza przynosiła śmierć, a wyczekiwanie na deszcz podszyte było nie tylko troską o zachowanie życia. Uważny czytelnik czuje, że w powietrzu wisi coś jeszcze. W ten sposób Wojciech Jagielski rozpoczął swoją Modlitwę o deszcz. W opisie przyrody zawarty został niepokój, jakieś irracjonalne poczucie, że klęska żywiołowa stanowiła jedynie wstęp do wiele groźniejszych wydarzeń. Jagielski, który kilkakrotnie w latach dziewięćdziesiątych odwiedzał Afganistan, rozmawiał z wieloma ludźmi, przywódcami bojowników, podjął próbę ukazania w sposób rzetelny filozofii życiowej Afgańczyków, a także przyczyn wieloletniej, rujnującej kraj wojny. Wędrując przez niedostępne góry, podążał za partyzantami, którzy każdy swój dzień podporządkowali walce. Nie znali innego życia, dopóki prowadzili bój, mieli cel, nie myśleli co będzie dalej, a raczej nie wyobrażali sobie innej egzystencji. Reporter ukazał  wojowników, starał się zrozumieć i przekazać odbiorcy ich motywację do wyniszczającej walki. Z rozmów z nimi dowiadujemy się, że niezwykle ważna była dla nich niezależność, dlatego występowali przeciwko o wiele silniejszym przeciwnikom, np. Rosji. Dla bohaterów, istotne było zachowanie życia, by przetrwać wchodzili w coraz nowe układy, przymierza, nawet z niedawnymi wrogami. Jagielski dostrzegał także coś innego. Przedstawił Afgańczyków jako ludzi bardzo religijnych, wiara to element ich tożsamości, coś, co dawało zawsze siłę, było niejako wsparciem podczas długoletniej batalii. Czytelnik poznał wielu mężczyzn, dowódców wojowników, np. Massuda, Dostuma czy Hekmatiara, natomiast w tekście brakuje  kobiet. Jagielski przypominał, że są, jednak zepchnięte na margines, pozbawione wszelkich praw, zwłaszcza za rządów talibów, stanowiły tło świata swoich mężów, braci i ojców. Bohaterowie Jagielskiego byli niczym widma. Takimi stawali się walczący w górach partyzanci, takimi były zdegradowane społecznie kobiety, nad całością unosiło się jeszcze jedno widmo. Autor kilkakrotnie wspominał jego imię, by po przybliżeniu odbiorcy historii Afganistanu oraz sposobu myślenia i życia jego mieszkańców, w jednym z końcowych rozdziałów ukazać banitę ukrywającego się pod skrzydłami rządzących talibów, Osamę ben Ladena. Jagielski przez całą książkę prowadził czytelnika przez góry, partyzanckie kryjówki, oazy, spalone osady, stolicę, czyli Kabul.  Poprzez wnikliwą analizę stosunków panujących w tym kraju, religijności i ducha jego mieszkańców sprawił, że odbiorca, który wyruszył z nim w podróż, na końcu książki nieco inaczej patrzy na ten rejon świata. Lektura rzuca nowe światło na sposób myślenia o Afganistanie. Jagielski patrząc z perspektywy Europejczyka, starał się okazywać swoim rozmówcom szacunek, przybliżyć życie nie tylko wojownika, ale także przeciętnego mieszkańca stolicy. Książka to wnikliwa analiza ich życia, próba wniknięcia  w ich wrażliwość.
Bitwy, spiski, zdrady, przemoc, łzy i ból ujęte zostały klamrą. Spadł deszcz, o który modlili się Afgańczycy. Niósł on ze sobą nadzieję na odrodzenie przyrody, ale czy przyniósł ludziom katharsis?

W. Jagielski, Modlitwa o deszcz. W.A.B. Warszawa 2002.
Tekst ukazał się również na stronie http://www.lekturyreportera.pl/ksiazki/widma/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz