wtorek, 12 lipca 2016

Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie. A. Król

Źródło okładki


Niewiele jest książek takich jak ta. Napisanych mądrze, ale przede wszystkim z dużą wrażliwością, pochyleniem nad drobnym szczegółem, przedmiotem użytkowym i nadaniu mu znaczenia, które nie tylko przywołuje, ale opisuje postać jego właściciela. Tak jest w przypadku fabularyzowanej biografii „Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie”, autorstwa Anny Król, która, i to wyczuwa się niemal na każdej stronie, w swoim bohaterze widziała nie tylko jednego z największych polskich pisarzy, ale przede wszystkim człowieka. Król z pewną pieczołowitością zagląda do szaf, notatek, szuflad i wydobywa z nich rzeczy, a tym samym Iwaszkiewicza prywatnego, nie tego z piedestału, ale męża, ojca, przyjaciela, kochanka.
Po co sięga autorka? Krawat, pugilares, notatka, marynarka, zdjęcie, płaszcz nadgryziony przez mole, urwany od niego guzik. Garderobą pisarza opiekuje się Zofia Dzięcioł, dawna gosposia Iwaszkiewiczów, która nadal mieszka na Stawisku przekształconym w muzeum: „A tu jest ta szafa, co pani o nią pytała. I wiszą w niej cały czas rzeczy Starego: marynarki, garnitur. I jeszcze frak. Ale widzę, że już mole wszystko obtańcowały. Dawno tu nie zaglądałam (…)” (s. 49). Przegląd szaf wprowadził trochę romantyczną opowieść o ich właścicielu, umożliwił podróż do życia intymnego pisarza: porannej kąpieli czy golenia.
Z tekstu Król wyłania się Iwaszkiewicz, który potrafił kochać na różne sposoby, w zależności od tego, kto był podmiotem tej miłości: inaczej żonę Annę a inaczej kochanka Jerzego Błeszyńskiego. Wyjazd z 1935 do szpitala w Tworkach, gdzie przebywała żona pisarza, Król ujęła poetycko, jakby towarzyszyła mu w drodze do Anny, by w pewnym momencie udzielić mu prywatności i pozostawić samego na ostatniej prostej.
Po II wojnie światowej Iwaszkiewiczowi udało się zachować majątek i pozycję, m.in. dzięki prokomunistycznej postawie (w 1945 r. został prezesem Związku Literatów Polskich). Zarzucano mu konformizm, zakłamanie, nazywano sługusem władzy, był przez wielu potępiany, a on lawirował ze świadomością, że jest inwigilowany, z obawą, że ujawniony zostanie jego homoseksualizm.
Fascynujący jest fragment dotyczący procesu twórczego, gdy Iwaszkiewicz pisał „Brzezinę” w Atmie, w Zakopanem, a na dole komponował jego kuzyn, Karol Szymanowski. Dwóch przedstawicieli polskiej kultury w jednym domu podczas tworzenia: „Przerwał, bo Karol wrócił do powtarzania nieznośnych ozdobników, które brzmiały teraz, jakby ktoś użył piły mechanicznej i przerwał śpiewanie wieśniaczki Maliny. Co się ze mną dzieje? Dlaczego ten wspaniały Karol, ukochany Katot, w którego od tylu lat byłem wpatrzony jak w obraz, tym razem budzi we mnie tylko niepokój i rozdrażnienie?” (s. 186).
Dzięki językowi i stylowi Król, bohatera tej książki można niemal dotknąć. Jest w niej faktycznie obecny także dzięki licznym listom do przyjaciół, które są zawsze jednym z ciekawszych materiałów, dzięki którym można poznać emocje, przemyślenia, relacje z innymi ludźmi, nie tylko pisarzy. Niewątpliwie można z tą książką udać się w nostalgiczną podróż do świata Iwaszkiewicza, niezależnie od oceny jego postawy życiowej, postaci jednocześnie wybitnej, co niejednoznacznej.

A. Król, Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie. Wilk&Król Oficyna Wydawnicza. Warszawa 2015. 


Współczesne zdjęcia "Atmy", które zrobiłam podczas jednego z pobytów w Zakopanem. Tutaj przez pewien czas wspólnie mieszkali i pracowali Jarosław Iwaszkiewicz i Karol Szymanowski.

Spodobał Ci się wpis? Udostępnij!

sobota, 9 kwietnia 2016

Patroszenie ryb


Co ma wspólnego fejs, patroszenie ryb, zapierające dech w piersiach krajobrazy i krwawe polowania na grindwale? Jeżeli kogoś interesuje odpowiedź na to pytanie, bo niekoniecznie musi, niech przeczyta „81:1. Opowieści z Wysp Owczych”.
Maciej Wasielewski, autor „Jutro przypłynie królowa”, ma najwidoczniej skłonności do opisu zamkniętych społeczności i trudno dostępnych miejsc. Wspólnie z Marcinem Michalskim przez pewien czas pracowali na Wyspach Owczych i zbierali materiał do, w mojej ocenie, świetnej książki, jednak jeżeli ktoś chce poznać to miejsce i ludzi, musi być cierpliwy, bo  pierwszy rozdział to bardziej statystyka, czyli trudne początki.

Autorzy mieszkali, pracowali, zwiedzali, rozmawiali z listonoszami, nauczycielami, robotnikami, artystami, farmerami, czyli szerokim spektrum społecznym, dzięki czemu powstała książka o ludziach: ich radościach, smutkach, tęsknotach, rozrywkach przeplatanych historią zdobywania przez Wyspy niepodległości, choć nadal stanowią one terytorium zależne od Danii.

Wyspy Owcze to archipelag niewielkich wysp zamieszkiwanych przez Farerów. Jak małe są to wyspy? Na przykład Koltur ma 2,5 km2 i 2 mieszkańców. W zasadzie nie ma tam drzew, są tylko ich sztuczne plantacje, jest niewiele aut, które poruszają się po drogach wydrążonych w skałach. Fizycznie Farerowie są daleko od świata, ale dzięki Internetowi nie są od niego odcięci.

Wyspy Owcze to nie tylko piękne krajobrazy i niesamowici ludzie. Niestety rdzenna ludność Wysp kultywuje także okrutne praktyki polowań na grindwale (delfiny). Potępiani przez społeczność międzynarodową, nadal w nich uczestniczą, a morze przybiera wówczas czerwoną barwę od krwi zarzynanych zwierząt (można zobaczyć w sieci, ale ostrzegam, że materiał jest drastyczny) i jest w tym wszystkim coś, co sprowadza człowieka do stanu pierwotnego, choć wówczas miało to swoje uzasadnienie, dziś… No, właśnie…

Na pewno będzie chciało się zobaczyć to miejsce, nawet jeżeli klimat jest mało łaskawy, bo nie zapominajmy, że jest to jednak północ, gdzie wiatry i słoty są codziennością, a książkę Michalskiego i Wasielewskiego warto przeczytać chociażby dla stylu, który z reportażu przechodzi w baśni czy scenariusz serialu. W tekście można bliżej poznać rzeźbiarza Olega, o którego pracach autorzy piszą jakby posiadały magiczne właściwości; o Agnieszce i jej rodzinie piszą w stylu scenopisu telenoweli, natomiast jak baśń można przeczytać fragment o patroszeniu ryb. Ta monotonna czynność, pokazana jest w taki sposób, że nie tylko chce się o tym czytać, ale można uwierzyć, że jest to przyjemne...



M. Michalski, M. Wasielewski, 81:1. Opowieści z Wysp Owczych. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2011.







Spodobał Ci się wpis? Udostępnij!

środa, 16 marca 2016

Kobieta w roli głównej, czyli "Uparte serce. Biografia Poświatowskiej"




Spodobała mi się ta książka i postać bohaterki – Haliny Poświatowskiej. Na nowo odkryłam twórczość poetki, kobiety samotnej, która filtrowała życie przez swoją wrażliwość i dzieliła się nim w postaci swojej rozedrganej emocjami twórczości. Kalina Błażejowska w swojej książce „Uparte serce. Biografia Poświatowskiej” stara się to wszystko oddać, a wiersze Haliny Poświatowskiej są komentarzem do jej tekstu. Dla Poświatowskiej, od dzieciństwa chorej na serce, każdy dzień był walką o życie, walką która sprawiała, że patrzyła na świat, który był w zasięgu ręki, a jednocześnie trudny do uchwycenia. Poetka starała się każdy dzień i moment przeżyć intensywnie, ale było to konwulsyjne, gorączkowe, zachłanne czerpanie z życia, które przeciekało przez palce.
Twórczość ta wzbudziła większe zainteresowanie dopiero po jej śmierci. Bliższe pochylenie się nad tą poezją odkrywa nie tylko wrażliwość autorki, która pisała o sobie i innych kobietach, śmierci i miłości, ułomnościach, ulotności życia. Jest w niej niemało filozofii, podniesienia kobiety autorki na równię z mężczyznami, bo nadal twórczość kobiet traktowana jest drugorzędnie, często odczytywana jako kierowana wyłącznie do kobiet, dyskryminująco traktowana, spłycona, niezrozumiana.
Wrażliwa i subtelna Halina debiutowała w 1956 roku, choć życie prywatne spędzała głównie pomiędzy łóżkiem w domu a szpitalnym. W latach 50-tych przeszła udaną operację w USA, w czym pomogła jej amerykańska Polonia. Tu przeżyła krótki romans z Jerzym Kosińskim.
Coraz bardziej chora i samotna dała się lepiej poznać dzięki listom do przyjaciół, które obok wierszy zostały wplecione w tekst książki. Gorączkowa chęć korzystania z życia sprawiła, że Poświatowska niemal „wysysała” każdy dzień, ale także prowadziła do fizycznej degradacji swojego ciała. Po kolejnej operacji umarła, mając zaledwie 32 lata.
Piękna fizycznie i duchowo, trudna w relacjach, próbowała żyć wbrew dyktandu udręczonego i chorego serca, zachłannego życia i miłości. Podążając za tekstem Błażejowskiej wyczuwa się słaby rytm jego fizycznej pracy, natomiast czuje silne tętno pragnień, marzeń i człowieczeństwa. Narracja Błażejowskiej sprawia, że całość czyta się doskonale, jakby śledzi wartką akcję powieści sensacyjnej.


K. Błażejowska, Uparte serce. Biografia Poświatowskiej. Wydawnictwo Znak. Kraków 2014.

 


Spodobał Ci się wpis? Udostępnij!

niedziela, 28 lutego 2016

Oblicza Madagaskaru



Madagaskar - jedno z najbiedniejszych państw na świecie, gdzie głód jest codziennością społeczeństwa, paradoksalnie, bo na wyspie na ogromną skalę wydobywa się szafiry i rubiny oraz produkuje wanilię, ale łatwo domyślić się, że działalność ta jest pod kontrolą mafii. To miejsce, gdzie trzeba mieć dużo czasu i żyć zgodnie z jego rytmem, bo brak perspektyw i życie bliskie poziomu wegetacji powodują, że właściwie nie ma on znaczenia. To właśnie tam Paweł i Magdalena Opaska wybrali się na jedną ze swoich rowerowych podróży, którą opisali w książce „Przez Madagaskar na rowerach… pieszo i taxi-brousse’em”.
Czytając,  zastanawiałam się czy podróż na rowerach przez Madagaskar ma sens, bo choć sama uwielbiam ten środek transportu, to miałam wrażenie, że jest to raczej walka z błotem o każdy kilometr, nawet metr drogi. Pod koniec książki autorzy sami przyznają, że zwłaszcza początkujących podróżników, mozół tej podróży może zniechęcać. Zresztą nie czepiajmy się rowerów, również czterodniowy pieszy trek, był wyzwaniem: „Wiedzieliśmy, że nieraz zanurzymy się w błocie. Nie spodziewaliśmy się jednak, że gdy do tego dojdzie, nie będziemy w stanie się zeń wygrzebać! Błoto przybierało różne kolory – bywało ciemnobrązowe, czerwone, purpurowe. Pomimo różnych barw dwie cechy zawsze były wspólne: było równie śliskie i równie głębokie” (s. 223).
Ale wyprawa, w której autorzy często cytują wciąż aktualne książki Arkadego Fiedlera, to nie tylko przeciwności. Pobyt tam był świetną okazją do poznania fauny i flory, które zobaczyć można na licznych, kolorowych zdjęciach. Równoważne z tekstem fotografie to jeden z atutów tego wydawnictwa i nie wyobrażam sobie książki bez nich. Wyjazd opisany jest lekko, ale nie kolokwialnie, dlatego całość, tekst i zdjęcia, uzupełniają się, a momentami dramatyczne przeżycia z brnięcia przez błoto, dzięki dowcipowi, wydają się znośne. Na końcu książki zamieszczonych jest kilka praktycznych porad dotyczących podróżowania po Madagaskarze, kuchni, parków, atrakcji, przyrody. Świetnym pomysłem jest czytelna mapa z zaznaczonymi trasami przebytymi rowerami, minibusami czy pieszo, którą można analizować lub pominąć, w zależności od indywidualnych preferencji.
Najbardziej w pamięci zapadła mi jednak historia o małej wytwórni papieru, gdzie ręcznie, mozolnie produkuje się arkusze z zatopionymi w nich kwiatami. Pokazane na zdjęciach karty wyglądały malowniczo, a ja wyobrażałam sobie ich zapach i przyjemność czytania zamieszczonych na nich tekstów.
Książka dla tych, którzy lubią podróżować, kochają rowery, podejmują wyzwania lub po prostu wolą poczytać o tym wszystkim przy kawie.

P., M. Opaska, Przez Madagaskar na rowerach… pieszo i taxi-brousse’em. Wydawnictwo Feeria. Łódź 2011.


 Spodobał Ci się wpis? Udostępnij!

sobota, 26 grudnia 2015

Liebster Blog Award po raz kolejny


Przed świętami zostałam nominowana do Liebster Blog Award - jest to już moje kolejne nominowanie, za które dziękuję Iwonie z Bloga polsko-ruskiego, od której pożyczam fragment opisu (mam nadzieję, że się nie obrazisz): Liebster Blog Award to wyróżnienie przyznawane blogerom przez innych blogerów, którzy z jakiegoś powodu lubią dany blog i chcą to zaznaczyć przez przyznanie właśnie takiej nagrody w formie zestawu pytań do blogera. Zabawa ta pozwala bliżej poznać właściciela nadawanych treści...

Pytania dla mnie: 1. Męski zarost - tak czy nie?
Tak.

2. Dostajesz jeden wolny dzień, z którym możesz zrobić, co tylko chcesz, dzień wolny od obowiązków i trosk. Jak go spędzisz?

Zazwyczaj takie dni spędzam z moimi pasjami, więc albo bieganie albo rower, a wieczorem książka :)

3. Na pewno jest książka, którą czytałaś przynajmniej 2 razy. Jaka to książka?

"Doktor Faustus" Tomasza Manna - czytałam 7 razy :)

4. Czy jest jakiś film, który mogłabyś oglądać w nieskończoność? Jeśli tak, to co Cię w nim tak kręci?

Nie ma takiego filmu :(

5. Najlepszy sposób na relaks po ciężkim dniu to...

Patrz punkt 2 :)

6. Czy masz jakieś zwyczaje ewidentnie przejęte od rodziców? Jeśli tak, to jakie?

Zamartwianie się o wszystko i wszystkich :(

7. Jakim daniem zareklamowałabyś naszą ojczyznę? :)

Gołąbki :) uwielbiam.
8. Jedno słowo lub fraza, które według Ciebie najlepiej określa kraj, w którym żyjesz.

Nieprzewidywalność ;)

9. Wygrałaś milion dolarów na loterii, co zrobisz z pieniędzmi?

Na pewno będę miała dom w górach, resztę się przemyśli, taka kasa...

10. Gdybyś mogła, to co byś zmieniła w aktualnej polityce (krajowej lub międzynarodowej)?

Hmmm... 

11. Jak to się stało, że zostałaś blogerką?

Chciałam jakoś usystematyzować swoje czytelnictwo i tak poleciało dalej...

Ponieważ to już kolejne nominowanie dla mnie, odpuszczę sobie dalsze wyznaczanie blogów ;) 

Spodobał Ci się wpis? Udostępnij!